Prosiak sam ze sznura nie zejdzie

Godzina drogi została do Ha Giang (to zarówno nazwa miasta jak i prowincji). Ciemno już a trasę wytyczają sylwety osłupiałych skalnych górotworów. Czuję się cudownie obco. Co kilka kilometrów wyłączam silnik Yamahy by wsłuchać się w odgłosy z pobliskich chałup. Nietrzeźwe śmiechy ze sprośnych żartów, szelest bawolego żucia, kwilenie niemowląt skazanych na przaśność tej fatalistycznej krainy. Pierwsze krople mżawki potwierdzają, że nie skończę trasy na czas. Na ostatnich kilometrach dołącza mgła. Dziury, wiraże i ostre nachylenie. Kurczowo trzymam się świateł motocykla przede mną a górotwory patrzą.

Plan był dość przyziemny – w końcu zatopić się w wietnamski tłum. W Hanoi przeglądam fora internetowe by zakupić skuter, ale nie w jednym z warsztatów koło katedry. Ci żerują na turystach jak afrykańskie sępy – skup i ponowna sprzedaż w nieskończonych cyklach a potem naprawiaj człowieku po drodze. Trafiam na ogłoszenie brytyjskiego nauczyciela, który właśnie wraca do kraju. Na miejscu cena zostaje zbita do 2,8 mln dongów. Jeszcze tylko guma do mocowania bagażu i można ruszać w drogę.

Kategoryzacja dróg na niewiele zdaje się w północnym Wietnamie. Żółte wstęgi na mapie w rzeczywistości jawią się jak trakty dojazdowe dla sapiących kombajnów. Koń by się uśmiał z mojego skutera, ale wokół tylko woły. Automatyczna Yamaha Nuovo nie należy do modelów terenowych, co zresztą wyjdzie w praniu za kilkaset kilometrów. Póki co tnie jednak do przodu, pakując się za parkiem narodowym Ba Be w coraz większą górską otchłań. Mawia się czasami, że „nie wiadomo co za zakrętem” i ta dosłowność przeraża trochę w tej części świata, no bo tu nie wiadomo. Dojeżdżam na nocleg do Bao Lac. Chcę już pomyśleć, że psy szczekają dupami, ale widzę jednego jak kręci się na ruszcie.

Rano gorąca micha pho w knajpie przyrządzonej w czyimś przedpokoju. Wszystko paruje. Piękne poczucie obcości załącza się po raz pierwszy, aż głupio wyjąć aparat, tylu ludzi patrzy. Oczywiście, że o prowincji Ha Giang wiadomo, ale nikomu tutaj nie po drodze. Komunikacja trochę szwankuje i w sezonie pogoda nie najlepsza – mżawka i mgły. Najwięcej tu wietnamskich nastolatków na szalonych wypadach z przyjaciółmi. Zakładają koszulki z żółtą gwiazdą (czasem też flagi na skuter), palą papierosy a wieczorami całują z towarzyszkami podróży. Lubią obcokrajowców, ale w stronę chińskiej granicy zdarza im się splunąć.

Zatrzymuję się. Jechałem na targ do Dong Van, ale trafiam na taki, którego nie było w planie. Hmong, Taj, Dao – kogo tutaj nie ma! Kocioł etniczny północnego Wietnamu rozłożył swoje bzdety na kocach przy drodze i targują się ile wlezie. Cielaki, bimber z ryżu (nie mogę, prowadzę) i chińskie gatki. Te bazary to coś niesamowitego, nie zastąpi ich najlepsza plaża ani sama Zatoka Ha Long. Dalej w Dong Van dojdzie jeszcze poszerzony dział żywca – kuraki, ptaszyska w ratanowych klatkach i prosiaki na sznurkach. Tylko znów tych psów jakoś żal, bo lepszego statusu niż bydło nie mają. Trzęsie się taki łaciak a za parę godzin go obuchem w łeb strzelą. Różnice kulturowe w wersji hard.

I natura! Wapienne wzgórza o takich kształtach i rozmiarach, że robią z człowieka kakaluda w kranie obrazów Dali. Przełęcz Ma Pi Leng zamazana trochę mżystą pogodą, ale i tak prześwituje przyrodniczy kosmos. Wydrążona w skałach gołymi rękami okolicznych mieszkańców, no bo kto widział nadrabiać kilka dni drogi do Meo Vac. „Serpentyny” drogowe są tu dość dosłowne, jak konfetti co wypadło z wora na suficie. Gdzie by nie spojrzeć jakoś trójwymiarowo – prosto aby oni tę trasę drążyli? A kilkaset metrów w dół drewniana chałupa, prowadzi do niej stroma i ubłocona ścieżka. Jedno drżenie skalnej ściany i buch! – nie ma. Ale stoi. Jak sporo komponentów północnego Wietnamu, na słowo honoru.

Rzuć okiem na podobne posty:

5 Komentarzy

  1. ja też uwielbiam to czytać:) choć na chwilkę można się oderwać od tutejszej rzeczywistości, pozdrawiam serdecznie 😉

    • niebawem kolejne wojaże więc więcej i więcej podobnych historii 🙂

  2. (((((: Jak tutaj ładnie! Zmiany, zmiany, zmiany na lepsze! Szczęścia na nowej drodze! :)))))

    • no stara się człowiek na lepsze, chociaż tak jak mówisz – czasu brak żeby żyć samym blogiem 🙂

Dodaj komentarz