Somy w łapę, owca w garść

Kwiczenie, beczenie, muczenie, wierzganie. W niedzielne poranki zbiega się to w Karakol z pierwszymi oznakami świtu, który ujawnia się z wolna zza otaczających miasto czterotysięczników. Tło największego w regionie zwierzęcego bazaru robi wrażenie, tak jak przedmiot handlu samego targowiska. Na kawałku pola za miastem wydzielono tam trzy sekcje – owczą, krowią i konną. Wyrocznią pozostaje zwijana chińska miara – obwód tuszy to rzecz święta.

W kraju, w którym rolnictwo jest podstawą ludzkiej egzystencji, związane sznurem bydło oburza tylko zażyłych koneserów bezglutenowego latte z Placu Zbawiciela. Taki koń. Jeździ, daje mleko na kumys, na stepach robi za kosiarkę, a na końcu można go wrzucić do beszbarmaka. Nikt nie protestuje, ani nie zamyka się w klatkach w centrum Biszkeku. Na bazarze w Karakol konie przechodzą też testy siłowe – rozpędzeni Kirgizi ścierają się ramię w ramię, usiłując zepchnąć przeciwnika z siodła. Zwycięskie zwierzę pretenduje do tytułu mistrza oodarysh, osobliwej odmiany wierzchowcowych zapasów.

Prócz samych zwierząt, bazar jest też okazją do podziwiania kolorytu kirgiskiej prowincji. Większość zjeżdżających się tu handlarzy wypad „do miasta” (choć co tu się oszukiwać, Karakol to zapadła dziura) traktuje dosyć odświętnie. Nie wskazuje na to pierwszy rzut oka, ale uwzględnić trzeba różnice w zasobności portfela i gustach (a o tych się nie dyskutuje). Jak marynarka, to niedzielna. Jak spodnie, to mocne i wojskowe („na Putina”). Na głowach sterczą iglice tradycyjnych czapek kalpak. Do interesów trzeba być schludnym.

Ci, którzy nie zmieścili się w strefę targową udają na parkingu, że tylko na chwilę, ale też handlują. Siedzi chłop w bagażniku z trzema owcami na sznurku. Zatrzymał się, bo zgłodniały pieruny. Także tutaj, za płotem, kwitnie część rozrywkowa. Znane znad Bałtyku wiszące „wytrzymałki” rozbudzają ego lokalnych wirażków. Płacisz 100 somów, można wygrać 1000. Ja nie dam rady?! Po 45 sekundach zaczynają puchnąć twarze, a dłonie motają się po zamontowanym na łożyskach wałku. Rezygnują w akompaniamencie rechotu zebranego wokół tłumu. Nic tak nie cieszy jak porażka bliźniego. Może uda się za tydzień.

Rzuć okiem na podobne posty:

Dodaj komentarz