To nie jest kraj dla chińskich ludzi

Przekraczanie granicy idzie gładko, chociaż schemat zdawał się skomplikowany. Taksówką do posterunku Kirgizów, ciężarówką na odprawę celną. Chińscy mundurowi mieli słynąć z trzepania bagaży, ale okazują się dziewczynkami, które ledwie co skończyły szkołę. Chichoczą przeglądając zdjęcia w obcych telefonach – naczelnym narzędziu imperialnej inwigilacji. Jeszcze 120 km ziemi niczyjej, trzy godziny przerwy na obiad i oto jest – ChRL w całej okazałości! Ale chwila, chwila…

Kierowca taksówki o środkowoazjatyckiej karnacji, hostel z widokiem na meczet, a na kolację pilaw z rodzynkami. Na głównym placu Kaszgaru do zdjęć pozują wielbłądy, nie widać żywej chińskiej duszy. Wieczorny bazar wali po nozdrzach zapachami baranich wnętrzności z piaskową architekturą w tle. Jeśli by wrzucić zaklinacza węży, te wszystkie sceny można by wkleić na jeden z marokańskich suków – znaczących różnic brak. Bo to nie Chiny. Pierwsi Hani nieśmiało wyłaniają się dopiero zza głównego miejskiego skrzyżowania. Ochoczo plując przechodzą pod opiekuńczą ręką marmurowego Mao Zedonga, który ustawił się plecami do starego miasta. Ujgurów ma w pompce, ale z dużą wzajemnością.

Kaszgar był miastem monumentalnym, a pozostał świadectwem inwazyjnej polityki komunistów względem zamieszkujących kraj mniejszości. Ze szpetnych wieżowców zwisają wyblakłe plakaty celebrujące ich jedność – stroje stepowych Mongołów, górskich Zhuang i pustynnych muzułmanów obeszły kurzem obłudy. „Nowe miasto”, które zaserwowano Ujgurom w ramach sinizacji regionu w kiczowaty sposób odzwierciedla dawną świetność starówki. Chałupy z gliny, słomy i kamienia przetrwały tu setki lat tylko po to, by ustąpić miejsca buldożerom znad Jangcy – twórcom nowych, niechcianych realiów. Żal mi tego miasta.

Między stojącym na wzgórzu kołem młyńskim a nieskazitelnie rozwalcowanym gruntem przy niedzielnym bazarze zachował się jedyny fragment nie pasujący do tego śpiewu przyszłości. Jak bezludna, warowna wyspa wyrasta tutaj osiedle-ruina, strzępek dawnych ujgurskich domów, który pokazywać ma jak to kiedyś było. W sumie nie wiadomo po co. Żałosne to dla Ujgurów ciągle zamieszkujących tutejsze izby. W kilku warsztatach garncarskich wytwarzane są miski i wazy, sprzedawane następnie tym samym oprawcom, którzy parę lat temu siali postrach i demolowali. Dziś przechadzają się pstrykając zdjęcia i wzruszając się pięknem dawnej architektury. Na ulicach wojsko, w sklepach wykrywacze metalu, wokół chińska tandeta. Żal mi tych ludzi. Chyba nie przekroczyłem granicy od właściwej strony.

Rzuć okiem na podobne posty:

2 Komentarze

    • No, no – bez słodzenia 🙂 Net w zachodnich Chinach taki słaby, że ledwie co idzie wrzucić posta 🙁

Dodaj komentarz